Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Blokowanie prawicy przez internetowe korporacje – co można zrobić?

Krzysztof Bosak czy Tomasz Terlikowski dostają bany na Facebook'u, telewizja wrealu24 na YouTube itd. Bany od gigantów internetowych to na prawicy popularne zjawisko. Jak rozwiązać problem?

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2019-12-21 15:38

Współczesna lewica ma to do siebie, że swoje racje bardzo często uznaje za prawa człowieka, czyli jakieś uniwersalne wartości, których nie można kwestionować. Na przykład wyrażenie sprzeciwu wobec wprowadzenia małżeństw homoseksualnych jest uznawane za dyskryminację, a ponieważ dyskryminacja jest zła, to właściwie taki pogląd jest niedopuszczalny. Takie podejście skutkuje tym, że jeśli jakaś korporacja przejmuje lewicowe wartości to wtedy wygłaszanie konserwatywnych poglądów może być przez nią uznane za krzywdzące i stąd biorą się bany. Oczywiście nie jest to obiektywne podejście, nie ma też wiele wspólnego z wolnością dyskusji i wypowiedzi. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Facebook czy Google to prywatne firmy i trudno odmawiać im prawa do decydowania co chcą umieszczać na własnych stronach. Wiele osób widzi tu analogię do sytuacji drukarza z Łodzi, który nie chciał drukować plakatów dla organizacji LGBT. Generalnie na prawicy są dwa podejścia do tego problemu. Pierwsze podejście, artykułowane głównie w środowiskach narodowych, można w uproszczeniu przedstawić tak: Polska to tysiąc lat naszej kultury i moralności chrześcijańskiej, więc takich też zasad wymagamy w życiu publicznym. Z tego wynika, że wielkie korporacje nie mogą cenzurować poglądów, które w Polsce są ogólnie przyjęte (chodzi o te prawicowe), natomiast sprzeciw wykonywania usług dla organizacji LGBT jest normalną reakcją i każdy ma do tego prawo. Po prostu ktoś wkraczający w naszą przestrzeń kulturową musi uszanować nasze zasady. Drugie podejście wywodzi się ze środowisk wolnościowych: drukarz jest człowiekiem wolnym, jak nie chce drukować plakatów dla LGBT to jego sprawa. I tak też należy podejść do banów na Facebooku czy YouTube – ostatecznie są to prywatne firmy, nikt nie musi korzystać z ich usług, a one mają prawo decydować o swoich zasadach. Moim zdaniem w decyzjach państwowych warto jak najczęściej stawiać na to drugie rozwiązanie, a przekonywanie do patriotyzmu czy wiary zostawić raczej pracy organicznej, organizacjom pozarządowym czy religijnym przy dyskretnej pomocy państwa (np. muzea czy uroczystości państwowe). Są jednak sytuacje, gdy nie da się abstrahować od jakiegoś systemu wartości i wtedy państwo polskie jednoznacznie, bez żadnych kompleksów, musi się odwołać do patriotyzmu czy moralności chrześcijańskiej. Jak jest w przypadku gigantów internetowych? Czy wariant pierwszy jest konieczny? Ucieknę od jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, bo wciąż się waham, natomiast jedno wiem na pewno: dużo może zrobić państwo polskie i każdy z nas w lepszy i z pewnością skuteczny sposób. Ale jest to głównie praca organiczna: żmudne, codzienne wybory każdego z nas, które czasem kosztują. W skali kraju i systemu prawnego to przede wszystkim tworzenie naprawdę wolnego rynku, pozbawionego mnóstwa regulacji prawnych i podatkowych. Te sprzyjają dużym firmom, które mają wielkie działy prawnicze i księgowe wspomagane przez zewnętrzne firmy doradcze. One sobie poradzą, ale dla małych firm, dla początkujących studentów czy ludzi z pomysłem pracujących po godzinach są to bariery, które częstokroć zabijają biznesy. Łatwiej pójść na etat. Pamiętamy jak powstał Google czy Facebook? To nie wielkie narodowe czy publiczne projekty, tylko prywatne inicjatywy. Oczywiście, nie jest to wszystko takie proste, bo często po pomyślnym starcie pojawiali się inwestorzy, a u nas z kapitałem krucho, ale jedno jest pewne: jeśli chcemy mieć więcej polskich firm musimy zminimalizować wszelkie bariery przeszkadzające im w rozwoju. Z pewnością nie pojawią się prędko równorzędni konkurenci dla globalnych korporacji, ale w świecie Internetu na pewno uszczknięcie jakiegoś widocznego udziału w polskim rynku jest możliwe. Dużo więcej można zrobić w skali mikro, w przestrzeni naszych codziennych sieciowych wyborów. Chodzi o to by nie wiązać się aż tak bardzo z internetowymi gigantami, pamiętać o alternatywnych rozwiązaniach. Dlaczego? Bo internetowi giganci są wielcy liczbą użytkowników. Każda jedna funkcjonalność, aplikacja czy minuta używania mniej powoduje, że wzrasta konkurencja, a wtedy trudniej nakładać kontrowersyjne bany, bo użytkownicy mają gdzie uciec. Nie wspominając już, że konkurencja często nie ma takich lewicowych ambicji blokowania prawicy, chlubi się też tym, że szanuje naszą prywatność. Z tymi naszymi wyborami wiążą się pewne koszty: przede wszystkim trzeba uświadomić sobie problem, czasem pozbawić się nieco wygody, zmienić przyzwyczajenia albo zapłacić jakąś niewielką kwotą za aplikację czy usługę. Poniżej garść przykładów. Komunikacja - wiadomości Używajmy głównie starych dobrych e-maili zamiast wiadomości w portalach społecznościowych. A jeśli już mejla używamy to pytanie czy mamy go właśnie na serwerach największych korporacji (np. należący do Google Gmail). Może warto zainwestować niewielkie przecież w skali roku pieniądze na własny adres mejlowy i serwer (przykładowa oferta komercyjnego mejla). Nie oznacza to utraty wygody obsługi poczty na telefonie, bo możemy korzystać np. z bardzo wygodnej darmowej aplikacji myMail. Profile i strony internetowe Dużo łatwiej mieć dzisiaj profil na którymś z serwisów społecznościowych niż własną stronę internetową. Nie trzeba wykładać na początku pieniędzy, od razu zyskujemy większą widzialność, jest wygoda obsługi, łatwo dotrzeć do sympatyków. A potem na starannie pielęgnowany profil spada ban i zaczyna się problem, bo przyzwyczailiśmy czytelników, że tylko tu jesteśmy. Warto jednak mieć swoją stronę internetową i wrzucać tam chociaż część materiałów, które umieszczamy w serwisach społecznościowych. Wiadomo, dyskusji z Twittera łatwo nie przeniesiemy, ale już dłuższy tekst na Facebook'a koniecznie powinien znaleźć się też na naszej stronie internetowej. Dobrym przykładem są tu np. strony Janusza Korwin-Mikkego czy ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Obaj są aktywni w mediach społecznościowych, ale wcale nie musimy tam zaglądać, żeby zapoznać się z ich poglądami, gdyż wiele tekstów znajdziemy także w ich własnych serwisach. Nie przenośmy całego Internetu na Facebooka! Do śledzenia wiadomości z różnych źródeł można używać też kanałów RSS. Mapy i nawigacje Tutaj akurat nie trzeba iść na żaden kompromis, gdyż moim zdaniem konkurencja popularnych Map Google'a jest nawet lepsza. Do samochodu mamy bardzo dobre polskie nawigacje dostępne na tablety i komórki: mój ulubiony to NaviExpert, który świetnie wytycza trasy omijając korki, dobra jest też AutoMapa, a w odwodzie jest jeszcze MapaMap (szczegółowe opisy tych aplikacji). Z kolei jeśli chodzi o mapy turystyczne to mamy darmową, ogólnoświatową mapę OpenStreetMap, jest też polska mapa UMP, natomiast ja chciałbym zwrócić uwagę na świetną mapę... czeską, która jest dostępna jako strona internetowa, ale też jako aplikacja na telefon (z opcją pobrania map na urządzenie). Jest stworzona na bazie wspomnianych OpenStreetMap, ale dodatkowo ma też naniesione m.in. szlaki turystyczne, oczywiście też w Polsce: mapy.cz. Przeglądarki i reklamy w Internecie Warto zainteresować się ciekawą przeglądarką Brave. Stworzył ją Brendan Eich – człowiek niezwykle zasłużony dla Internetu, współzałożycieli Mozilli, który zostawszy jej szefem musiał odejść po krótkim czasie, bo okazało się, że wcześniej ofiarował 1000 dolarów na projekt zakazu małżeństw jednopłciowych w Kalifornii. Przeglądarka Brave rzuca rękawicę gigantom internetowym: blokuje reklamy i skrypty śledzące, a w zamian daje użytkownikowi możliwość opcjonalnego wyświetlania niewielkiej liczby reklam szanujących prywatność. W zamian za umożliwienie wyświetlania tych reklam użytkownik dostaje pewne kwoty pieniędzy, które w łatwy sposób może przeznaczyć na wsparcie odwiedzanych stron internetowych – co ma zrekompensować twórcom stron straty z tytułu blokowanych reklam. Ta ciekawa koncepcja zyskuje coraz większą popularność (np. ponad 10 mln instalacji na Android). Więcej o przeglądarce Brave (pobieranie itp.) Wyszukiwarki Można oczywiście pytać o wszystko Google'a, ale popularność zyskuje przeglądarka DuckDuckGo, która chlubi się poszanowaniem prywatności użytkowników. Używam jej regularnie od wielu miesięcy i dla wyników angielskich moim zdaniem nie jest gorsza od Google'a, czasem nawet lepsza, natomiast dla polskich może jest odrobinę gorsza, ale w większości przypadków zupełnie wystarczająca. DuckDuckGo obsługuje obecnie ok. 40 milionów zapytań dziennie. Tłumaczenie i słowniki internetowe Bardzo fajny tłumacz, nie ustępujący moim zdaniem jakością najpopularniejszemu od Googla, ale obsługuje mniej języków (obecnie 9 w tym i polski): https://www.deepl.com. Podsumowanie Praktycznie nie da się funkcjonować w Internecie bez używania aplikacji czy usług największych światowych korporacji. Ale o to nie chodzi. Rzecz w tym by dać szansę konkurencji, by tam gdzie jest to możliwe nie wybierać z lenistwa tych, którzy potem nas banują, a nieco się rozejrzeć za alternatywą. Ktoś powie, że to kropla w morzu. I słusznie, ale akurat te krople tworzą falę, która potem zmiata rozsądne i prawicowe poglądy. Akurat chyba nigdzie indziej jak w tym biznesie każdy jeden użytkownik, każda minuta spędzona na portalu czy w aplikacji, jest dla największych firm bardzo ważna. Przykład: nawigacja. Ktoś pomyśli "co za różnica jaką włączę?". Ano, duża – bo jadąc z włączoną nawigacją producent otrzymuje od ciebie gratis informację o twojej prędkości na drodze, dzięki czemu ma informację o korkach, może wyznaczać lepsze trasy itp. A im lepsze trasy, tym więcej zadowolonych użytkowników, no i koło się zamyka. Dlatego twoje decyzje mają znaczenie!