Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Migranci z Białorusi - dylematy moralne chrześcijanina

Z jednej strony czujemy, że trzeba bronić granic, ale z drugiej strony wrażliwość każe nam myśleć o pomocy migrantom. Która postawa jest właściwa?

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2021-11-10 13:15

Już kilka lat temu, gdy po raz pierwszy pojawił się temat "przyjmowania uchodźców", dyskusja toczyła się w typowy dla demokracji medialnej sposób: padały wielkie hasła i mocne słowa, ale tak konkretnie to niezbyt było wiadomo o co się kłócimy. Bo cóż to znaczy "przyjmować" i kim są "uchodźcy"? Można to rozumieć na wiele sposobów. Teraz jest jeszcze gorzej: media społecznościowe, filmiki, zdjęcia i zarzucanie przeciwnikom, że "mają krew na rękach". Tymczasem życie to nie memy i trzeba podejmować KONKRETNE działania w KONKRETNYCH sytuacjach. Przykładowo Tomasz Terlikowski w poście na Facebooku pisze: "nie widać powodów, by nie dopuścić tam choćby Caritas Polska". Zdanie fajne, każdy się zgodzi; można je wygłosić i poczuć się dobrze. Ale jak spojrzymy na konkrety to jednak widać jeden powód i to wielki jak słoń: migranci są po drugiej stronie granicy i nie da się po prostu do nich dotrzeć bez naruszania integralności terytorialnej Białorusi, co w obecnej sytuacji oznacza bardzo poważną eskalację konfliktu. Najważniejszym jednak konkretem, o który zderza się wola pomocy, jest zauważenie kto jest po drugiej stronie granicy: dyktator, który nie ma zbyt wielkich skrupułów, a który chce zaszkodzić Polsce i ma wobec nas złe zamiary. To on sprowadził tych ludzi. Nie wiemy kogo nam tu przysyła i trudno nie mieć podejrzeń, że w tym tłumie może być całkiem sporo osób, które będą dla nas poważnym kłopotem. Bezrefleksyjne wpuszczanie nasłanych przez wrogie państwo tłumów jest narażaniem Polski i Polaków na niebezpieczeństwo. Narażanie Polski i Polaków... trzeba zdać sobie sprawę z tego czego bronimy. Granica, kontrola nad tym kto do naszego państwa wchodzi, wpuszczanie ludzi na naszych warunkach, to podstawa przetrwania państwa w takim kształcie jaki znamy. To, że u nas kobiety mają pełne prawa człowieka, że dzieci chodzą spokojnie po ulicy do szkoły, że mamy kościoły i religia nie jest prześladowana, że mamy względny dobrobyt i przeciętny człowiek głodny nie chodzi, że w życiu codziennym mamy poczucie bezpieczeństwa itp. itd. to jest właśnie to czego chronimy. Jeśli jest to jakąś wartością dla 40 milionów żyjących tu ludzi, jeśli choć trochę promieniuje to na świat czyniąc go lepszym (np. poprzez misjonarzy czy ludzi takich jak JP2), jeśli niektórzy mogą się tu schronić, to zawdzięczamy to także tej granicy, bez której suwerenne państwo nie przetrwa, a wrogowie będą destabilizować sytuację wewnętrzną. Kolejny konkret: manipulacje. Wschodnie służby uważnie obserwują nasze rozhisteryzowane celebrytki i wiedzą, że dzieci potrafią naprawdę zmienić nastroje społeczne. Tu wymowny przykład, a ostatnie kilka sekund tego filmiku pokazuje jak złapały się na to polskie media. Nie może tak być, że jedno czułe zdjęcie - zmanipulowane lub nie - powoduje, że leżymy na łopatkach na łasce wrogiego dyktatora. Zło na świecie istnieje i rozmontowywanie stref dobra na skutek szantażu wcale nie uczyni świata lepszym. Co więcej, uleganie prowokacjom tylko zachęca do dalszego wykorzystywania dzieci - np. na Litwie nie było takiej histerii, jednogłośnie popierano obronę granicy i być może dlatego tam Białoruś szybciej zrezygnowała. Konkretem jest też cel podróży migrantów, którym zwykle są Niemcy. Prawo UE jest jednak takie, że nielegalnymi migrantami zajmuje się pierwszy kraj, w którym stanęła ich noga. Nawet jeśli jakoś przedostaną się do Niemiec to można ich z powrotem do Polski deportować. Wrócą więc do Polski lub od razu zostaną tu zatrzymani i co wtedy? Mamy trzymać ich w obozach, żeby nie uciekli do Niemiec? Będzie to dobre dla nich i dla nas? Do Niemiec czy nawet do Polski chciałoby się pewnie przedostać dobre kilkaset milionów ludzi z różnych miejsc świata. Otwieranie nielegalnego szlaku migracyjnego, bez żadnej kontroli, uruchomi lawinę, z którą trudno będzie sobie poradzić. Rząd musi to przewidywać. W rozważaniach moralnych warto też zauważyć, że chrześcijaństwo to łagodność, ale nie zawsze i wszędzie - wszak Jezus wziął bicz, żeby pogonić tych co źle się zachowywali: "Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał" (J 2, 15). Pewnym problemem jest także sposób "proszenia" o gościnę przez część migrantów. Jeśli ktoś chcąc wejść do naszego domu niszczy nasz płot i rzuca kamieniami w domownika stojącego przy drzwiach, to trudno nie zadać sobie pytania jak się zachowa po wejściu do tego domu. I na koniec warto zrzucić też z siebie trochę odpowiedzialności. Widzimy problemy Zachodu z multi-kulti i chęć zapewnienia bezpiecznego życia naszym dzieciom i wnukom nie jest czymś czego musimy się wstydzić, nie jest egoizmem. Nie dajmy się szantażować moralnie wielkim tego świata, którzy na zwykłych ludzi chcą zrzucić owoce źle prowadzonej przez nich polityki, wojen i światowych niesprawiedliwości. Z tych luźnych myśli widać zatem, że sprawa nie jest moralnie prosta. Nie chodzi tu o biedaka na ulicy, któremu można po prostu podać kawałek chleba i w ten sposób "załatwić sprawę". Dotarcie z pomocą jest utrudnione, a wszelkie inne działania niż twarda obrona legalnej granicy mogą tylko eskalować sytuację i pogłębiać kryzys. Co więc robić? Zachować spokój. Granicy trzeba bronić, tam gdzie to możliwe pomagać, ale nie można popadać w histerię i stawiać sprawy na ostrzu noża, szczególnie na podstawie jakichś wrzutek w mediach społecznościowych. (W tym temacie polecam także tekst prof. Jacka Wojtysiaka pt. Rozwaga i miłosierdzie)

Media społecznościowe

Moje profile ### Twitter ### Facebook ### Albicla ### Agappe