Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Najbardziej ekologiczny model rodziny?

Wielu to zasmuci, ale jak nic wychodzi, że najbardziej ekologiczny model rodziny to wielodzietna z mamą w domu. Spójrzmy na suche fakty.

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2021-06-12 14:35

Na początku musimy sobie wyjaśnić co to znaczy "najbardziej ekologiczny model rodziny". Odrzucamy tu od razu radykalne oszołomstwo, które w człowieku widzi nowotwór planety i najchętniej cofnęło by nas do poziomu i liczebności jaskiniowców. Ziemia jest po to, żeby ludzie na niej żyli i to jest główny cel. Człowiek jest częścią natury i jest najważniejszym ze stworzeń, a jego przyjście na świat jest bezcenną wartością. Ludzie mogą i powinni korzystać z Ziemi, jej zasobów, zwierząt, ale - i to bardzo mocno podkreślamy - w sposób mądry, z troską i poszanowaniem wobec środowiska, wstrzemięźliwością wobec jego przekształcania, tak aby piękna natura mogła cieszyć kolejne pokolenia i aby nasza planeta była wciąż wspaniałym miejscem do życia. Dobrym przykładem mądrego korzystania z przyrody są np. Stawy Milickie: https://www.psur.pl/a.aspx?id=451. Co jest problemem? Głównym problemem ekologicznym jest konsumpcja, czyli - w pewnym uproszczeniu - po prostu kupowanie. Wytwarzanie kolejnych dóbr, szczególnie wysoko przetworzonych, to zużywanie wody, surowców naturalnych (konieczność budowy kolejnych kopalni itp.), energii (elektrownie), generowanie mnóstwa odpadów (produkcyjne, ale też np. opakowania, które zaraz wyrzucamy), zajmowanie naturalnych powierzchni (fabrykę czy kopalnię trzeba gdzieś zbudować), konieczność różnorakiego transportu (materiałów do fabryk, towarów z fabryk do sklepów itp.) czyli budowy dróg, samochodów, emisji spalin - a zatem wszystko to są działania mocno przekształcające środowisko naturalne i prowadzące do jego eksploatacji. Będziemy się więc zastanawiać jak model rodziny wpływa na konsumpcję i przekształcanie środowiska. Porównujemy rodzinę z mamą w domu (nie pracuje zawodowo) i kilkorgiem dzieci (powiedzmy od 3 do 5) z innymi modelami rodziny.
Krajobraz
Dom i mieszkanie Mamy dwóch singli, mamy dwa mieszkania lub domy. Mamy rodzinę, mamy jedno mieszkanie lub dom. Oczywiście, większa rodzina to większy metraż, jednak po pierwsze nie jest to wzrost liniowy w stosunku do liczby osób, po drugie ingerencja w środowisko większego metrażu jest znacznie mniejsza niż dodatkowego domu lub mieszkania. Samochód i komunikacja zbiorowa Dwóch singli to zwykle dwa samochody. Rodzina z jednym czy dwójką dzieci i obojgiem pracujących rodziców to też zwykle dwa samochody, a jeśli nie to codzienne dojazdy komunikacją miejską czyli tak czy siak duże obciążenie środowiska (więcej taboru, zużycie dróg, spaliny itd.). Tymczasem w rodzinie z mamą w domu jeden samochód zwykle wystarcza: do pracy dojeżdża tylko jedna osoba, a dzieci nie muszą chodzić do żłobka czy do pierwszych roczników przedszkola, więc potencjalne odwożenie odpada. Żłobek i przedszkole Ktoś się może zdziwi, że żłobek czy przedszkole są nieekologiczne. I to jak! To osobne budynki, które trzeba wybudować, oświetlić, ogrzać, to meble do kupienia, to personel, który musi tam codziennie dojechać i wrócić do domu (samochody, komunikacja miejska), to dzieci, które też często się tam dowozi, to wreszcie mnóstwo zmarnowanego jedzenia (tak, tak: w żłobkach czy przedszkolach bardzo dużo się wyrzuca) itp. itd. W pewnym sensie duplikuje się dom. W rodzinie z mamą w domu, w rodzinie wielodzietnej, gdzie jest dużo kontaktów między rodzeństwem, zupełnie nie ma potrzebny posyłania dziecka do żłobka, a do przedszkola może pójść w bardziej odpowiednim wieku, np. 5 lat. Choroby Żłobek czy najmłodsze roczniki przedszkola to zwykle częste choroby rodziców i dzieci. A lekarstwa to kolejne rzeczy do wyprodukowania, kolejne opakowania, budynki na apteki, logistykę itd. Do lekarza trzeba dojechać, musi on gdzieś przyjmować, mieć sprzęt - znowu karuzela przekształcania środowiska się kręci. Marnowanie jedzenia i posiłki poza domem W rodzinie wielodzietnej z mamą w domu marnuje się dużo mniej jedzenia. Po pierwsze przy większej liczbie osób zawsze łatwiej tym rozporządzić: jednemu nie smakuje to drugi zje, są potrzebne większe ilości, więc rzadko się coś przeterminuje itp. Po drugie, jeśli mama zajmuje się jedzeniem, a nie szybko biegnie do pracy, to ma więcej czasu, żeby zarządzać posiłkami, tym co jest w lodówce i zaplanować tak, żeby się nie marnowało. Druga sprawa to jedzenie w domu i poza domem. Z oczywistych względów w rodzinie z mamą w domu częściej je się w domu niż na mieście, np. w pracy czy żłobku. Jedzenie na mieście to kolejne osoby dojeżdżające codziennie do pracy, to kolejne budynki zbudowane na lokale, to kolejne duplikowanie tego co jest w domu: wszystkie sprzęty AGD, meble, sztućce itp. itd. Trzeba to wyprodukować, przywieźć z fabryki itp. Dodatkowo w niektórych gastronomiach jest jeszcze mnóstwo opakowań (np. znana amerykańska sieć). Zabawki, odzież itp. Rowerek, hulajnoga, buty, zabawki, książeczki - mnóstwo tego jest, ale większość się nie zużyje, tylko dziecko z tego wyrośnie. W przypadku jedynaka bardzo często wyląduje potem w kuble, ale w rodzinie wielodzietnej posłuży kolejnym dzieciakom i może się okazać, że dwóch jedynaków zużyje sumarycznie więcej rzeczy niż np. trójka rodzeństwa. Więcej w domu, mniejsza konsumpcja Zaradna mama w domu potrafi naprawdę wiele ogarnąć. Na przykład upiec chleb, ciasto, zrobić sok, lody czy pastę do kanapek, ostrzyc dzieci, zadbać o zdrowie, pouczyć dzieci angielskiego itp. itd. Wszystkie te rzeczy/usługi wykonane w domu to mniejsza ingerencja w środowisko niż ich kupowanie: to mniej opakowań, dojazdów, infrastruktury itp. Podsumowanie i wnioski Okazuje się, że kluczowa nie jest liczba osób w gospodarstwie domowym, ale poziom konsumpcji, a ten przy konserwatywnym modelu rodziny jest stosunkowo najniższy: na pewno w przeliczeniu na głowę, a często też sumarycznie.