Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Dlaczego organy?

W mojej parafii organista zawsze na czymś tam grał. W pewnym momencie okazało się, że będziemy mieli organy. Będąc zupełnie zielony w tym temacie zainteresowałem się dlaczego to właśnie ten drogi i wielki instrument cieszy się takim szacunkiem.

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2019-11-22 19:21

Dziś (22 listopada) jest wspomnienie św. Cecylii, patronki muzyki liturgicznej i stąd taki temat rozważań. Od zawsze i słusznie organy nazywano królem instrumentów, potrafią one bowiem oddać wszystkie tony stworzenia i wywołać w słuchaczu najwyższe uczucia. Ponadto, jak cała dobra muzyka, organy potrafią wznieść człowieka nad wszystko, co ludzkie i wsłuchać się w to, co Boże. Różnorodność i barwa tonów, od najcichszych aż do potężnego fortissimo, wyróżnia organy spośród wszystkich instrumentów, pozwala rozbrzmieć wszystkim sferom ludzkiego istnienia. - tak mówił o organach Papież Benedykt XVI w 2006 roku. Kluczem do organów piszczałkowych jest właśnie ta ich wielkość i potęga; niech pomoże nam tu kolejny cytat: Organy piszczałkowe są największym instrumentem, nieporównywalnym z żadnym innym, jaki został wymyślony – pod względem rozmiarów przestrzennych, liczby źródeł fal dźwiękowych, sumarycznej mocy emitowanej do otoczenia, dynamiki i bardzo często różnorodności barw i możliwości kolorystycznych, a także pod względem złożoności konstrukcyjnej. W wielu aspektach (głośność, brzmienie, barwa) przewyższają orkiestrę symfoniczną, chociaż na organach gra tylko jeden człowiek. Rozpiętość skali dźwięków dużych organów wynosi ok. 10 oktaw, co jest porównywalne z zakresem dźwięków odbieranych przez ludzki słuch (od 16 Hz do ok. 20 000 Hz) (cyt. za Wikipedia). Przykładowo organy we wrocławskiej Katedrze są jednymi z największych w Polsce i zawierają aż 13 207 piszczałek. To mniej więcej tyle ile osób mieszka w średnim powiatowym mieście, np. Kępnie, Strzelinie czy Wolsztynie. A warto wspomnieć, że niektóre piszczałki mogą mieć kilka metrów długości, niektórzy piszą też, że o każdej takiej piszczałce można myśleć jak o osobnym instrumencie. Liturgia Pozwolenie na używanie organów w kościołach wydał w VII wieku papież Witalian. Wcześniej były co do tego opory, ze względu na wykorzystywanie tego instrumentu w ceremoniach pogańskich. Jeszcze wtedy organy były dość prymitywne, oczywiście z wiekami były coraz bardziej udoskonalane, a ich szczyt rozwoju przypadł na wieki XVII i XVIII. Muzyka organowa rozwijała się w Kościele Katolickim oraz u protestantów, natomiast w Kościele Wschodnim (np. u grekokatolików) instrumenty takie jak organy w liturgii nie występują, obecny jest tylko śpiew. Obecnie w Kościele organy są uznawane za podstawowy instrument. Mówią o tym dokumenty ostatniego Soboru: W Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu organy piszczałkowe jako tradycyjny instrument muzyczny, którego brzmienie ceremoniom kościelnym dodaje majestatu, a umysły wiernych podnosi do Boga i spraw niebieskich. Inne natomiast instrumenty można dopuścić do kultu Bożego według uznania (...). Instrukcja polskiego episkopatu przytacza właśnie ten fragment watykańskiego dokumentu, a potem dodaje m.in.: Organy powinny znajdować się we wszystkich kościołach w Polsce. Tak zwane organy elektronowe dopuszcza się do użytku jako instrument tymczasowy. Muzyka bez śpiewu? W liturgii muzyka organowa występowała nie tylko jako towarzysząca śpiewowi, ale także jako samodzielna, czyli muzyka instrumentalna. Są odpowiednie przepisy, które określają kiedy i jak można taką muzykę wykonywać. W ostatnich dziesięcioleciach takie wykonywanie muzyki było uznawane za nie najlepsze z duszpasterskiego punktu widzenia, ale kard. Ratzinger miał na ten temat inne zdanie: Wielką muzykę sakralną odrzucono w imię 'uczestnictwa aktywnego', ale czyż to uczestnictwo nie może znaczyć także percepcji przez ducha i przez zmysły? Czyż rzeczywiście nie ma nic aktywnego w słuchaniu, intuicyjnym pojmowaniu, we wzruszeniu? Czyż nie umniejsza się roli człowieka każąc mu uczestniczyć w liturgii za pomocą jedynie wypowiadanych słów? Przecież wiemy, że to, co w nas racjonalne, świadome, pojawia się na powierzchni i jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej w porównaniu z naszą całością.