Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Czy Kościół jest zły, a księża to pazerni obłudnicy?

Afera goni aferę, młodzi się odwracają. Czy Kościół to jedno wielkie bagno i wyciąganie złociszy od naiwnych staruszek? Jak jest naprawdę?

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2021-03-07 20:31 | ostatnia aktualizacja: 2021-03-27 20:31

Na początek wyznanie. Od dziecka jestem blisko związany z Kościołem na różne sposoby. To kilkadziesiąt lat regularnego kontaktu z rozmaitymi księżmi i zakonnicami, wiele wspólnych wyjazdów i przebywania pod jednym dachem, wzajemnych wizyt w domach, przyjaźni, znajomości osób duchownych zanim wstąpiły do seminarium czy zakonu itp. itd. I tak, widziałem wiele zła w Kościele. Jakie? Najczęściej takie zwyczajne, codzienne: że ktoś jest leniwy, ktoś za mało gorliwy, ktoś czepialski albo gburowaty. Takie jakie widzimy u każdego człowieka. Zdarzyło mi się też widzieć poważniejsze: kilkanaście lat temu widziałem w jednej miejscowości księdza pod wpływem, który nie mając zupełnie racji robił publicznie kłótnię. Znałem też zakonnice, które regularnie oglądały "M jak Miłość" - dla mnie to największy kaliber afery ;) Czy zatem Kościół jest zły? Czy obraz szajki, z której połowa jest chciwa, druga połowa to pedofile, a zakonnice męczą dzieci lub przynajmniej są lekko zwariowane, to prawda? Nie, z dwóch powodów. Po pierwsze jak widać są to zwyczajne ludzkie ułomności, które każdy z nas ma. Nie twierdzę, że nie ma drastycznych przypadków opisywanych przez media, ale jeśli przez tyle lat bliskiej styczności z Kościołem nie natknąłem się nawet na ich ślad, to nie mogę zgodzić się z twierdzeniem, że Kościół czy duchowieństwo jest tymi patologiami przesiąknięte do szpiku kości. To jest jakieś zupełnie marginalne zjawisko, zapewne występujące w podobnej skali w jakiej występuje w całym społeczeństwie. Po drugie wrażenie jakie mam z tych wielu lat oglądania Kościoła z bliska jest obrazem wielorakiego dobra. Te złe zachowania, które wymieniłem to margines, może jakieś 10%. Zdecydowana większość zakonnic to żyjące blisko Boga, zwyczajne kobiety, które jednocześnie pomagają bliźnim jak mogą. Zdecydowana większość księży i zakonników jakich spotykałem, to dobrzy ludzie, którzy naprawdę starają się przybliżyć innym Boga. Owszem, mają swoje słabości, czasem wnerwiają - tak jak każdy inny człowiek, ale ogólny obraz jest pozytywny. Żeby zilustrować proporcje dobra i zła opisze jakie mam doświadczenia z pieniędzmi w Kościele. Też mnie czasem kłuły w oczy zbyt drogie być może auta niektórych księży. Ale różnie bywa z posługą księży, np. jeden niepozorny ksiądz okazał się być kapelanem pewnej służby w kilku województwach i robił kilkadziesiąt tysięcy kilometrów rocznie. Warto też zauważyć, że ksiądz nie ma na utrzymaniu ani żony, ani dzieci, nie musi sobie kupować mieszkania czy budować domu itp. więc od strony finansowej zakup droższego auta przez mężczyznę z wyższym wykształceniem po wielu latach pracy, bez wspomnianych wydatków, nie jest czymś niezwykłym. Tak, wiele lat temu spotkałem się z "minimalną ceną" za mszę, która wynosiła 50 zł. Ale ten sam ksiądz, który to ustalił - gdy załatwiałem inną sprawę - wzbraniał się przed wzięciem ofiary, dopytywał czy na pewno nas stać. Moje ostatnie zamawianie mszy w jednej z parafii to "przepychanki" z księdzem, który wziął jeden banknot, a drugiego nie chciał - skończyło się na tym, że położyłem go na stole i wyszedłem. Śluby? Za swój nie zapłaciłem ani grosza, ksiądz za nic w świecie nie chciał wziąć (akurat nas dobrze znał, więc nie twierdzę, że to standard, ale to przeczy rzekomej niepohamowanej pazerności). Za wszystko kasa? Spowiadaliśmy się całą rodziną u bardzo zajętego księdza (wiele różnych oficjalnych obowiązków). Nie był z naszej parafii, nie musiał nas spowiadać, a mimo to przez wiele lat umawiał się z nami, przychodził punktualnie i poświęcał nam czas. Jedyną zapłatą była modlitwa za niego. Kolęda? Ponieważ zwykle księża nas znali, bo jesteśmy blisko Kościoła, to standardem jest wzbranianie się przed kopertą, kilka razy została u nas w domu. Natomiast widziałem księży, którzy nie brali koperty tam gdzie było więcej dzieci czy bieda, znam księdza, który ze swoich dokładał ministrantom "bo było mało mieszkań i mało zebrali". Z wiarygodnego źródła (choć sam tego nie widziałem) znam sytuacje, gdy ksiądz nie tylko nie brał koperty, ale i zostawiał te wzięte z wcześniejszych mieszkań, bo widać było taką potrzebę. Znałem księdza, który fundował dzieciom obiady w szkole. Anonimowo, bez rozgłosu, no ale wiadomo - czyjaś mama w szkole pracowała, ktoś te obiady jadł i osoby bliżej związane z parafią i tak o tym wiedziały. Radio Maryja? Byliśmy całą rodziną w siedzibie Radia Maryja w Toruniu, tak po prostu weszliśmy z buta. Przewodnik nas szczegółowo oprowadził, dostaliśmy różne materiały, książkę i nikt od nas złamanego grosza za nic nie chciał. Zatem moje doświadczenia z pieniędzmi w Kościele dają jego pozytywny obraz. Choć zdarzają się zachowania niesmaczne, to na ogół jest to bezinteresowność i brak tej mitycznej pazerności. Co z tego wszystkiego wynika? Obraz Kościoła, który mamy z mediów - instytucji złej, pogrążonej w skandalach i aferach, przeżartej niemoralnością - jest nieprawdziwy. To nie znaczy, że te przytaczane afery są nieprawdziwe, one w większości wypadków rzeczywiście miały miejsce i powinny być zupełnie inaczej rozwiązane, winowajcy powinni ponieść konsekwencje, czasem wszystkich od zakrystianina do biskupa powinno się wyrzucić na zbity pysk. Ale to nie zmienia faktu, że jest to bardzo niewielki margines i nie można przez niego postrzegać całego Kościoła. To tak jakby dobrodziejstwo motoryzacji i samochodów postrzegać tylko przez pryzmat wypadków i ofiar na drogach, i z tego powodu chcieć wszystkie samochody zezłomować, a drogi zaorać. Ktoś kiedyś powiedział, że "nic tak nie ożywia gazety jak trup". Tak właśnie działają media: liczy się dla nich sensacja, czyjś upadek, afera. Jak ksiądz natarczywie domaga się datków to zaraz będzie artykuł, ale o tym co zostawia koperty u biedniejszych nikt newsa nie zrobi. Dlatego postrzeganie Kościoła jedynie przez pryzmat relacji medialnych daje jego wykrzywiony obraz. Ten obraz kłóci się z rzeczywistością, którą spotkałem i której doświadczyłem przez kilkadziesiąt lat bliskich związków z Kościołem. A co jeśli nie mam racji? Nic. Misja Kościoła, Ewangelia, istnienie Boga czy zmartwychwstanie Jezusa nie zależy od tego czy twój proboszcz ma wypasione auto i ciśnie parafian o datki czy też raczej jest pobożnym księdzem. Nie tacy grzesznicy byli w Kościele jak teraz. To oczywiście jest straszne, złe i nieakceptowalne, ale to w żaden sposób nauki Kościoła nie podważa. Bo te złe zachowania wynikają właśnie z niestosowania się do nauki Kościoła! Zresztą Jezus już dawno to przewidział i w Ewangelii mamy takie jego słowa: "Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. (...) Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach." (Mt 23) Zatem Kościół nie jest instytucją, w której dominuje zło, ale nawet gdyby tak było to nie pobożność kapłanów w XXI wieku w Polsce stanowi o istnieniu Boga. On jest i tak samo cię kocha, chce ci błogosławić, uczynić twoje życie pięknym, a z kolei szatan czeka na twoje potknięcie, żeby cię zniszczyć. Wybór należy do ciebie A jeśli ktoś chce jeszcze podrążyć temat afer w Kościele, chce poznać przyczyny wielu z nich to polecam tę książkę.