Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Z (małym) dzieckiem w kościele

No nie chce ten nasz maluch siedzieć i słuchać listu episkopatu, za to hałasuje. A inni się na nas oburzają. Czy słusznie?

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2021-02-14 20:16

To ryzykowne pisać artykuł o zachowaniu dzieci w kościele, jeśli samemu trudzi się ze swoimi. No bo jak się wymądrzać skoro czasem samemu się nie udaje? Mimo tego jednak spróbuję podzielić się naszymi doświadczeniami. Żeby właściwie podejść do tego tematu trzeba określić wiek dziecka. Można pociechy podzielić z grubsza na dwie grupy: maluchy do ok. 2,5 roku i starszaki powyżej tego wieku. Z maluchami jest taki kłopot, że na ogół jeszcze niewiele rozumieją i w związku z tym nie ma co liczyć na to, że będą chciały słuchać rodziców. Dla przykładu: trudno się spodziewać, żeby próbujący swój głos brzdąc w wieku około roku przejął się prośbami rodziców o zachowanie ciszy (które jednak na różne sposoby powinno się do niego kierować). W tej grupie wiekowej trzeba przeważnie użyć jakiegoś sposobu. Natomiast od starszaków można już wymagać pewnych zachowań i przestrzegania zasad. Fortele i wychowanie Jeden ze sposobów na maluchy, ale też w jakimś stopniu na starszaki, to przyjście do kościoła ze zmęczonym i wybawionym dzieckiem. Niekiedy wybieramy się na Eucharystię w pośpiechu: trzeba się wyszykować, ubrać siebie i dzieci, napoić, zmyć z małych buzi ślady śniadania itp. Wygodnie jest wtedy dać dziecko do krzesełka albo wózka, jeszcze może z waflem ryżowym i mamy chwilę spokoju na przygotowanie się. Potem takie dziecko wysiedziane, najedzone i wynudzone przychodzi na mszę, no i ma w końcu ochotę sobie wyjść i poszaleć. Masakra! Warto dziecku przed mszą dać dużo ruchu, zabawy i swobody, włączyć nawet muzykę, a wtedy są większe szanse na to, że w kościele będzie chciało chwilę odpocząć i posiedzieć spokojnie. Maluchom można wtedy dać dyskretnie coś do jedzenia czy picia, starszakom już nie wypada. W przypadku starszaków wizyta w kościele to już temat niemal całkowicie związany z wychowywaniem dzieci do wiary i przekazywaniem im wartości. Na ten temat mądrzy ludzie piszą książki, a moim zdaniem główny nacisk rodzice muszą po prostu kłaść na swoją wiarę, swoją modlitwę, swoją spowiedź i kontakt z Bogiem. Wtedy dziecko będzie żyło w środowisku, w którym przeżywanie, a nie odbębnienie Eucharystii jest naturalne i będzie takim religijnym stylem życia się zarażać. Można jedynie przypomnieć, że ważne jest tłumaczenie takiemu starszakowi co się dzieje na mszy, warto też usiąść trochę bliżej ołtarza, aby widziało więcej niż plecy starszych osób przed nim. Zasady Myślę, że warto też dla jasności przypomnieć podstawowe zasady obecności z dziećmi w kościele. Jeśli nam maluch płacze, to nie ma problemu, dzieci często tak mają, ale nie czekamy wtedy dwie minuty aż się uspokoi, tylko po prostu wychodzimy z kościoła. Trudno akceptować sytuację, w której jeden dzieciak całkowicie zagłusza kilkuset wiernym to co dzieje się na Eucharystii. Kontrowersyjnym tematem jest też chodzenie dzieci po kościele w trakcie nabożeństwa. O ile w przypadku maluchów można dyskutować, to w przypadku starszaków jest to nieakceptowalne. Obrazki 4- czy 5-latków skaczących sobie ze stopni ołtarzy bocznych to zdecydowanie przesada. Warto też pamiętać, że nawet maluchom nie pozwalamy wchodzić na prezbiterium (to podwyższenie gdzie jest ołtarz) czy bawić się na jego stopniach. Litości! I na koniec słowa dla tych, których ten tekst nie dotyczy, czyli wszystkich bez małych dzieci. Nie róbmy krzywych min, jeśli jakiś mały brzdąc trochę poskrzeczy, a starszak za głośno się odezwie. Jasne, że nas to rozprasza, ale pomyślmy sobie o rodzicach tych dzieciaków - oni przez wiele lat swego życia nie wiedzą co to msza bez rozproszenia, szczególnie jeśli mają tych dzieci więcej. Dzieci naszej parafii, to jej przyszłość, to przyszłość Kościoła i Polski, czyli w jakimś sensie każdego z nas i część tej odpowiedzialności trzeba podjąć (Ga 6,2). Nie sposób też oprzeć się wrażeniu, że dzieci w polskich kościołach jest coraz mniej, dlatego widok mamy i taty próbujących w pocie czoła opanować swoje pociechy powinien nas tym bardziej cieszyć. Warto by spotykali się oni z życzliwością, a nie wrogością.