Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

U Polaków na Litwie (wywiad)

Pojechaliśmy na Wileńszczyznę pomieszkać wśród tamtejszych Polaków. Nie spodziewaliśmy się aż tak ciepłego przyjęcia.

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2019-11-18 21:31

(Tekst pierwotnie był napisany do gazetki parafialnej jednej z wrocławskich parafii) Dzień po tym jak nasi parafianie wrócili z pielgrzymki m.in. do Wilna my wyruszyliśmy całą rodziną (tzn. niżej podpisany z żoną i dziećmi) na 8 dni na Wileńszczyznę. Jako nasz cel wybraliśmy kilkutysięczne miasteczko Soleczniki. Są one stolicą rejonu (coś jak nasz powiat), w którym ok. 80% mieszkańców to Polacy. Byliśmy ciekawi jak układa się życie naszych rodaków za granicami, jak rozmawia się w sklepie, jak wyglądają msze w kościele. Na szczegółowe opisanie wrażeń trzeba by chyba przeznaczyć całą gazetkę, ale postaram się choć w skrócie przybliżyć Czytelnikom Małą Polskę. Małą Polskę? Tak, bo tak właśnie mówią o swoim regionie tamtejsi Polacy, a my przyjechaliśmy do nich z Dużej bądź Wielkiej Polski. W samorządzie ok. 80% głosów zdobywa Akcja Wyborcza Polaków na Litwie. Szkoły w większości są polskie, dzieci uczą się tam w języku polskim. A co nas najbardziej interesuje to kościoły - w Solecznikach na przykład codzienne msze są w języku polskim, a w niedzielę na bodaj 5 mszy tylko jedna jest w języku litewskim.
Kościół widoczny od frontu
Kościół parafialny w Solecznikach
Jeśli rozejrzymy się po okolicach, po miejscowościach o pięknie brzmiących nazwach jak Ejszyszki, Koleśniki, Taboryszki czy Turgiele, to tam też zobaczymy kościoły gdzie odprawia się msze po polsku czy przydrożne kapliczki, gdzie śpiewa się majówki.
Przydrożna kapliczka - krzyż z zawieszonym nań Różańcem
Kapliczka przydrożna w Solecznikach
W sklepie, na targu czy stacji benzynowej bez problemu dogadamy się po polsku, ale od razu zwrócimy na siebie uwagę, bo tamtejsi Polacy mówią swoim akcentem, np. z charakterystycznym wileńskim "ł". W ich mowie pojawiają się też wyrazy pochodzenia rosyjskiego, bo niestety państwo polskie nie dociera tam np. z telewizją publiczną (jest tylko TVP Polonia), a w najpopularniejszym sklepie polskiej prasy prawie nie ma - jest za to mnóstwo litewskiej i rosyjskiej. Popularnością cieszy się właśnie rosyjska telewizja. [aktualizacja - kilka miesięcy po naszej wizycie rozpoczęła nadawanie TVP Wilno] Problemów jest więcej, choć Polacy, z którymi rozmawialiśmy nie chcieli zbytnio się skarżyć. Wiemy i widzimy jednak jak bardzo Litwini mają awersję do języka polskiego, słyszeliśmy, że inwestycje państwowe raczej omijają Rejon Solecznicki, z kolei państwo polskie też niezbyt pamięta o tych przeszło 200 tys. Polaków niedaleko naszych granic. Państwo nie, ale Polacy jako naród - jak najbardziej i to nasi rozmówcy podkreślali. Ziemia Solecznicka to ziemia Miłosierdzia Bożego. Niedaleko stąd jest miejscowość, z której pochodzi ks. Michał Sopoćko, a w tutejszych Taboryszkach posługiwał jako wikary. W Wilnie (odległym stąd o ok. 40 km) spotkał s. Faustynę i - jak wiemy z relacji w poprzednim numerze gazetki - tam właśnie został namalowany obraz "Jezu, ufam Tobie". To Miłosierdzie Boże żyje wśród mieszkańców, a spotkaliśmy je w osobie pana Tadeusza Romanowskiego. Przedsiębiorca, któremu dobrze się w biznesie powiodło i z własnej kieszeni zaczął pomagać potrzebującym, a jest tu ich wiele. Spotkaliśmy się z nim, chcieliśmy tylko coś przekazać, natomiast zostaliśmy po królewsku ugoszczeni i następne kilka dni spędziliśmy razem: chodząc po tajemniczych piwnicach - miejscach dawnej konspiracji, odwiedzając groby i kapliczki, uczestnicząc 3 maja w uroczystościach na cmentarzu na Rossie... i nie tylko, wiele tego było.
Mężczyzna stoi przy grobie i mówi do dzieci
Z Panem Tadeuszem Romanowskim przy grobach AK-owców
Przeprowadziłem z panem Tadeuszem rozmowę, której fragmenty zamieszczamy poniżej, natomiast chcę podkreślić jak niezwykle wielkim umocnieniem wiary było spotkanie człowieka tak bardzo oddanego Bogu i bliźnim. Przez ostatnie 220 lat Polacy na Wileńszczyźnie ledwie 20 spędzili w państwie polskim. Te inne nie są im zbyt przychylne, a mimo tego pięknie pamiętają o Bogu i o Polsce. Warto brać z nich przykład, warto o nich pamiętać. Piotr Surowiecki My mamy dwie nogi: wiarę katolicką i polską kulturę Rozmawiamy z Tadeuszem Romanowskim, z dziada pradziada Polakiem z Wileńszczyzny przedsiębiorcą, założycielem Wspólnoty Miłosierdzia Bożego.
Tadeusz Romanowski
Tadeusz Romanowski
Piotr Surowiecki: Kim są mieszkańcy Rejonu Solecznickiego? Tadeusz Romanowski: W naszym rejonie mieszka ponad 32 tys. mieszkańców i 30 tys. z nich to Polacy. - Czyli zdecydowana większość? - Tak, największe skupisko Polaków w jednej jednostce rejonowej na Litwie. Taki matecznik Polskości. - Myślę, że to dla wielu Czytelników może być zaskoczeniem, że mamy jakiś region gdzieś poza granicami Polski, gdzie prawie wszyscy mieszkańcy to Polacy. - Tak, mieszkańcy to Polacy, przedszkola polskie, szkoły polskie, msze w kościołach po polsku. U nas wszystko jest po polsku. - No właśnie, my tu już od jakiegoś czasu jesteśmy, zaglądaliśmy do kościołów i w jednym msze po polsku, w drugim po polsku, w trzecim też, potem widzi się księży: jeden Polak, drugi Polak, jeszcze szkoły - polskie, czyli można powiedzieć, że tutaj toczy się zupełnie polskie życie? - Od zawsze tutaj było polskie, ja np. znam historię mojej rodziny od 1763 roku, od urodzenia mego pradziadka, była ona znana mojemu dziadkowi, a on przekazał ją mojej mamie, a mama dla mnie i rodzeństwa, no i od zawsze tutaj była Polska. Nie było nic innego, my nic innego nie mieliśmy poza Polską. Nie kojarzyliśmy w ogóle żadnych innych narodowości, żadnych innych rzeczy, które mogą inaczej brzmieć. Wszystko było od zawsze po polsku. - Z ostatnich 220 lat ledwie 20 spędziliście w polskim państwie. - W II Rzeczpospolitej Wrocławia nie było, a my byliśmy i to był dla nas wspaniały czas wolności, czas nawiedzenia - od 1922 roku do 1939 roku. Nasz region bardzo mocno rozkwitał i my jako miejscowi Polacy, my potrafili zrobić tak dużo za ten okres, że do nas przyjeżdżała cała dzisiejsza Wielka Polska, żeby kupić od nas najlepsze cegły, najsmaczniejszą mąkę żytnią, cukier... przyjeżdżali tutaj, żeby zobaczyć jak można w tak krótkim okresie czasu rozwijać się samodzielnie. - I Melchior Wańkowicz pisał z zachwytem o waszych serach. A pozostałe 200 lat? Trudne? - Nigdy nie było łatwo. Broń Boże nikt z nas nigdy nie narzekał na żaden jeden przeżyty dzień. Każde pokolenie przekazywało sobie taką krótką powiastkę, że żyję, nie zmarnowałem ani jednego dnia, żyję dla Chrystusa, dla dobra bliźniego swego i dla Ojczyzny swojej. Ten króciutki postulat w życiu naszego narodu zawsze był postulatem najważniejszym. Chrystus, bliźni swój, Ojczyzna - to było w całości na tyle przeniknione we krwi, że nic innego człowiek nie kojarzył, że może być inaczej. Było trudno, ale zawsze dawaliśmy radę zaczynając od czasów zaborów, w czasie 123 lat, później w czasie wolności i dzisiaj w XXI wieku tak samo. - Dalej kochacie Pana Boga i żyjecie wiarą? - My mamy dwie nogi: lewa noga jest polska kultura, polskie obyczaje, a prawa noga jest wiara katolicka. I tymi dwiema nogami my idziemy odważnie po naszej ziemi i w każdym człowieku widzimy miłość i miłosierdzie. - I to potwierdzamy, bo zostaliśmy tu przyjęci z wielką miłością, szczególnie przez Wspólnotę Miłosierdzia Bożego, której jest Pan założycielem. Jak ona powstała? - W pewnym momencie swojego życia każdy człowiek kojarzy siebie, szczególnie może mężczyzna, z dawcą swojej miłości bliźniemu swemu. W Rok Miłosierdzia Bożego ogłoszony przez papieża Franciszka postanowiłem, że trzeba jakoś organizować wspólnotę, która poprowadzi za mną jeszcze więcej dobrych miłosiernych ludzi. - Poprowadzi do czego? - Już od wielu lat miałem do opieki jako Tadeusz Romanowski 80 rodzin i 300 dzieci, i był taki pomysł... - Co to znaczy, że miał Pan do opieki tyle osób?! - To znaczy, że zajmowałem się nimi, odwiedzałem, pomagałem, przywoziłem produkty, meble. - Ze swojej inicjatywy? - Tak, ze swojej inicjatywy i z własnych funduszy, po prostu poświęcałem im czas. - Co to za rodziny? - Rodziny zazwyczaj wielodzietne, a nie wszyscy rodzice są tacy sprytni i bardzo trudno im się jest nimi zająć, żeby godnie żyli. Do tego jeszcze w Związku Radzieckim przesiedlali te rodziny do opuszczonych obór, stajni, magazynów i oni dziś mieszkają w bardzo trudnych warunkach, bywa że bez mebli czy nawet ogrzewania. - 80 rodzin i 300 dzieci to strasznie dużo! - To strasznie mało, bo szczególnie po wprowadzeniu Euro liczba osób otrzymujących naszą pomoc wzrasta z taką ilością, że dzisiaj dociera już ona do 430 rodzin i 1450 dzieci. Na przykład części z nich raz w roku przez 7 dni dajemy Boga do ich serduszek przez Kolonie Miłosierdzia Bożego, które organizuje się też przez Polskę, nawet z Wrocławia Stowarzyszenie Odra Niemen zaprasza od nas każdego roku 10 dzieci po 10 dni do morza razem z opiekunami, na edukację, modlitwę... - Mówił Pan, że Polacy pomagają, jako ludzie, stowarzyszenia, parafie, a czy państwo polskie pomaga? - No my nadal czekamy aż dzisiejsze państwo polskie zauważy, że my tu czekamy, my tu zostaliśmy, że my trwamy w tej polskości, w tym patriotyźmie - nieźmiernym i niezmiennym. My swojej ziemi nie opuściliśmy, pielęgnujemy ją, a więc na pewno czegoś takiego oczekujemy, dlatego, że już teraz państwo polskie wstało dawno na nogi. Trzeba zrozumieć, że my tu ponieśliśmy ofiarę, że zostaliśmy tu sami, a w zamian Polska otrzymała po II wojnie światowej nowe ziemie i wy tam na Dolnym Śląsku macie Polskę. Rozumiecie? To jest bardzo skomplikowane, a zarazem proste i trzeba o tym pamiętać. Właśnie wy jesteście przykładem takim, że pamiętacie i przyjechaliście zobaczyć z Wrocławia czy tutaj coś jeszcze zostało polskiego. I co? - Została Polska. Kilka lat temu byliśmy z rodziną np. w Połądze nad morzem to tam z Polski zostały tylko budynki, pamięć, kościół, ale nie ludzie. A tutaj zastałem Polaków. My musimy mieć o tym świadomość jako Polacy i wtedy zwrócimy uwagę naszym politykom, że muszą o Was pamiętać. - Tak, prawidłowo, np. ja zapraszał senatorów czy posłów z Sejmu: przyjedźcie do nas, pożyjcie z nami, my was powozim, pokażem, zaprowadzim do domu, wypijem razem herbatę. Zobaczycie co tu u nas się dzieje. Ty teraz Piotr jak wyjedziesz od nas, to już powiesz, że tu Polska jest. - Nasi Czytelnicy to przeczytają. A jak mogliby Wam pomóc? - Każdy u kogo jest Miłosierdzie Boże, dlatego, że my tutaj promujem Miłosierdzie... dlaczego my tutaj zostaliśmy? Zostaliśmy tylko z tego powodu, że nasza ziemia od zawsze była miłosierna, nasza ziemia była kapłańska, nasza ziemia zawsze była apostolska. Na przykład wy teraz przyjechaliście całą rodziną, a wyjeżdżając stąd Wy otrzymacie już apostolstwo, czyli Wy jądac do siebie, do Wrocławia, do tej samej ulicy Litewskiej i do sąsiadów powiecie, że tam gdzie Matka Boska Ostrobramska pod Wilnem, w solecznickim rejonie miłosierdzie pracuje bardzo prężnie i proszę do nas przyjeżdżać. Tak jak Wy, przez naszą stronę internetową nas znaleźliście, przyjechali i do mnie się zwrócili, przywieźli paczki na I Komunię dla dzieci. To jest właśnie taka odpowiedź na miłosierdzie, to znaczy my was wymodlili. - Czyli może np. parafianin przyjechać, odwiedzić, pobyć z Wami? - Tak i wrócić, też napisać taką relację czy jakiś artykuł, że tam jest Polska, tam nasi Polacy, trzeba tam być, trzeba zwiedzać, poznać historię i trzeba tam kiedyś coś niecoś pomóc. - A jak można pomóc? - Wejść na stronę Wspólnoty Miłosiedzia Bożego www.wmb.lt i tam jest wszystko napisane. Można paczkę wysłać, można pieniądze przekazać, można różnie wspierać nas, bo my... mówiąc tak otwarcie inwestycje litewskiego państwa na człowieka na solecznickiej ziemi to ok. 3 Euro, a u Was we Wrocławiu inwestycje polskiego państwa to gdzieś ok. 12 000 zł. - Pan mówi o Waszej ziemi jako o ziemi miłosierdzia. Dlaczego? - Zawsze byliśmy ziemią Miłosierdzia Bożego. Bł. Michał Sopoćko pochodzi z tych okolic, pracował w latach 1914-18 na naszej ziemi, a będąc w Wilnie spotkał i wysłuchał s. Faustynę Kowalską, był jej spowiednikiem i znalazł Eugeniusza, który namalował obraz "Jezu, ufam Tobie". Ten obraz jakby głosi całemu światu, że u człowieka nie ma ani złości, ani nienawiści, ani nie ma zazdrości, tylko jest brak miłosierdzia i właśnie tym miłosierdziem nasza ziemia każdego kto tutaj przyjeżdża ogarnia, przyjmuje, otula, zanurza a wynurzając - przyjedziecie do Wrocławia - zobaczycie, że to jest słuszne i zbawienne. - Bardzo dziękuję za rozmowę i proszę o słowo pozdrowienia dla naszych Czytelników. - Serdecznie pozdrawiam mieszkańców parafii św. Kazimierza we Wrocławiu w dzień 3 maja, Królowej Polski i w dzień Konstytucji! Życzę, abyście z tej naszej krótkiej rozmowy zaczerpnęli choć trochę Miłosierdzia Bożego. --- Więcej zdjęć i informacji o Solecznikach od strony turystycznej można znaleźć na stronie https://www.psur.pl/a.aspx?id=414.