Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Śmierć parafii i plan na Adwent

Czy za 20 lat Twój parafialny kościół zostanie zlikwidowany z braku wiernych? Wydaje się to niemożliwe, a jednak takie rzeczy dzieją się niedaleko nas.

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2020-11-29 10:43

Tekst ten napisałem na Adwent 2018, ale dziś jest jeszcze bardziej aktualny niż wtedy. A co najsmutniejsze to pewne rzeczy, które wtedy wydawały się w Polsce niemożliwe, dziś wydają się dużo bardziej prawdopodobne... Bardzo poruszyła mnie relacja z Belgii jaką przeczytałem w jednym z ostatnich numerów „Niedzieli”. Wiemy, że masowo zamykane są tam kościoły, a jednak historia jednego z nich pozwoliła mi zobaczyć jakim dramatem jest takie wydarzenie. Przede wszystkim byłem zaskoczony jak szybko się to stało. Otóż kościół pw. Św. Jana Berchmansa w Diest został zbudowany w 1963 roku, a jego budowniczy i pierwszy proboszcz zmarł zaledwie 3 lata temu! Niesamowite, że w tak krótkim czasie wspólnota ta przeszła drogę od potrzeby budowania nowej świątyni do braku możliwości jej utrzymania - ostatnio we mszy uczestniczyło tam regularnie tylko 20 osób. Czy nam grozi podobny los? Obecnie trudno to sobie wyobrazić: nasi kapłani wciąż chrzczą dzieci, kolejne roczniki przystępują do Komunii Świętej i Bierzmowania, mamy różnorodne wspólnoty i tłumy na Mszach w niedziele. A jednak są oznaki kryzysu: chrztów musi być mniej, bo i dzieci jest mniej, a statystyki w skali kraju pokazują, że procent uczestniczących w niedzielnych Eucharystiach sukcesywnie się zmniejsza. Może Belgowie też byli tacy spokojni 50 lat temu? Nie chodzi o to, żeby być złym prorokiem, ale żeby uczyć się na cudzych błędach. To jest właśnie wielka mądrość życiowa – uczyć się na błędach cudzych, a nie swoich. Jakie jest zatem lekarstwo? Przychodzą mi na myśl trzy rzeczy, które zresztą mogą być pewną interpretacją przewidywanych na okresy postne modlitwy, jałmużny i postu. Pierwsza akurat się nie zmienia: to modlitwa. Modlitwa za Kościół, ale ze szczególnym uwzględnieniem Kościoła w Polsce i tego lokalnego – we własnej parafii. Jeśli brakuje nam wiary w moc modlitwy to chyba tym bardziej powinniśmy się modlić, a znam jeden przykład z krajów zachodnich gdzie regularna modlitwa wspólnoty pomogła odwrócić postępujący kryzys. Być może czasem za bardzo w Kościele kombinujemy, szukamy jakichś cudownych środków czy - nie daj Boże – naginamy zasady wiary, żeby bardziej „wyjść do ludzi”. Modlitwa to środek tak samo prosty jak i najważniejszy. Druga sprawa to szeroko pojęte uczestnictwo w życiu Kościoła, działanie. Chodzi o to by bywać na Mszach Świętych w tygodniu, na nabożeństwach, nie bać się wspólnot parafialnych, wspierać je, a może włączyć się w którąś z nich, to wreszcie ewangelizacja w życiu codziennym: w sklepie, w pracy, w autobusie czy szkole – przez uśmiech, życzliwość, rozmowę, nieukrywanie swoich przekonań. Należy tu oczywiście mieć zdrowe podejście i nie mylić środków z celem – nie po to idziemy na Eucharystię, żeby było na niej więcej osób, tylko żeby spotkać się z Bogiem. Ale już w przypadku „dodatkowych” nabożeństw czy specjalnych okazji warto przy rozważaniu „czy pójść” wziąć pod uwagę też społeczny wymiar tej decyzji, tworzenie wspólnoty etc. Trzecia sprawa to wsparcie materialne. Nikt tego tematu nie lubi, księdzu może nie wypada, bo powiedzą zaraz, że pazerny, ale taki jest świat: by coś działało musi być wspierane. Przez pracę, dary materialne, no a w obecnej gospodarce głównie przez pieniądz. Czy rosnące w Europie meczety są budowane z datków lokalnych muzułmanów? Bynajmniej, w wielu przypadkach to petrodolary płynące szerokim strumieniem z krajów arabskich wspierają te inicjatywy. My – chociaż nie mamy wielu milionerów, ale często wdowie grosze – także powinniśmy wspierać szeroko pojęte dzieła Kościoła. Uczelnie, seminaria, misje, media katolickie, wspólnoty, wydarzenia i inicjatywy lokalne, a w końce nasze parafie. Nie bójmy się dać czasem trochę więcej. Często nie chcemy, bo „nie wiemy jak to zostanie wykorzystane”. A co mnie to obchodzi? Rzucając 5 zł więcej zbieram sobie skarby w niebie, a jednocześnie oddaję odpowiedzialność za nie obdarowanemu. To on się na Sądzie Ostatecznym będzie tłumaczył jak je wykorzystał. (Więcej na ten temat) Adwent jest krótki, niecałe 4 tygodnie. Jeśli od początku nie wejdziemy weń przygotowani, to możemy ocknąć się na jego końcu, ale będzie już za późno by stał się on dla nas dobrym czasem przygotowania na tegoroczne Święta, a może także pomocą dla Kościoła – lokalnego i powszechnego.
Domowy ołtarzyk: cztery świece, krzyż i MB Częstochowska
Domowy ołtarzyk z czterema świecami to dobra pomoc w przeżyciu Adwentu