Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Obóz koncentracyjny przy ul. Kiełczowskiej we Wrocławiu

W czasie II wojny światowej przy ul. Kiełczowskiej (wówczas Weigelsdorfer Strasse) na wrocławskim Psim-Polu istniała filia obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Wciąż bardzo niewiele o niej wiadomo.

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2020-11-08 08:12

Muzeum Gross-Rosen wydało niewielką broszurę poświęconą wrocławskim filiom niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, której autorką jest Aneta Małek. Były 4 takie podobozy: Breslau-Lissa (Leśnica), Breslau I (zakłady Famo-Werke, po wojnie był tam Dolmel), Breslau II (zakłady Linke-Hofmann-Werke, tereny powojennego PAFAWAGu) oraz właśnie interesujący nas Breslau-Hundsfeld. Powstał on przy fabryce Rheinmetall-Borsig (powojenny Hydral), która produkowała zapalniki do bomb i celowniki dla artylerii przeciwlotnicznej. Więźniowie byli oczywiście wykorzystywani na potrzeby tego zakładu. Warto tutaj poczynić pewne rozróżnienie: nie należy mylić robotników przymusowych, którzy również byli "zatrudnieni" w tej fabryce, z więźniami obozów koncentracyjnych. Ci pierwsi mieli lepsze (choć i tak złe) warunki życia, tych drugich zaś chciano po prostu wykończyć przez pracę. Takie "przyjemne z pożytecznym" w szatańskim wydaniu niemieckiej III Rzeszy. W czasie zwiedzania kompleksu "Riese" w Górach Sowich, gdzie również wykorzystywano więźniów Gross-Rosen, dowiedziałem się, że niemieckie plany zakładały życie takiego więźnia przez 3 miesiące. W sam raz żeby człowieka wykończyć, ale nie za szybko, co by trochę popracował. Obóz przy ul. Kiełczowskiej utworzono w 1944 roku. Był on przeznaczony dla kobiet narodowości żydowskiej. Przypuszcza się, że istniał na terenie dzisiejszego LZN-u. Codziennie, pod nadzorem, kobiety w drewnianych, raniących nogi i niedopasowanych butach odprowadzano na 12 godzin pracy do fabryki (po drugiej stronie ul. Kiełczowskiej). Oto nazwiska niektórych z więzionych kobiet: Klara Lefkowicz (nr 52794), Lora Lenz, Sonia Litwinska, Ida Steinmietz. W sumie znanych jest ich tylko 10, a przy tym nie zachowały się żadne relacje byłych więźniarek. Z tego powodu wiedza o tym wrocławskim obozie jest bardzo ograniczona. Mimo tego znane są nazwiska niektórych strażniczek, np. Emma Welzbach czy Elfriede Stephan. Wiadomo z dokumentów, że Niemcy chcieli również utworzyć podobóz męski, ale nie wiadomo czy do tego doszło. Obóz Breslau-Hundsfeld został ewakuowany pod koniec stycznia 1945 roku. Okrucieństwo Jak to łatwo napisać, że "plany zakładały życie takiego więźnia przez 3 miesiące"! Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić co to oznaczało? Gdy chorujemy, źle się czujemy i nasz organizm walczy, musimy odpocząć, zjeść (lub nie) coś odpowiedniego, otrzymać pomoc lekarską. Potrzebujemy odpoczynku. Tam nasz ból, nasza choroba, oznaczała właśnie to o co oprawcom chodziło. Człowiek stopniowo się wyniszczał, ale nie mógł odpocząć, nie mógł zjeść, ogrzać się, leczyć, ale wciąż był okrutnie zmuszany do ciężkiej pracy. Czuł jak powoli umiera. Wiemy jak wyglądało życie w trzech pozostałych wrocławskich filiach Gross-Rosen, bo zachowały się z nich relacje więźniów, którymi w tamtych obozach w bardzo dużej części byli Polacy. Mieli jedno ubranie i jedną bieliznę. Baraki mieszkalne nieogrzewane, prycze bywały i 3-piętrowe. Wyżywienie: "Rano pół litra czarnej, ohydnej kawy, nie wiadomo właściwie z czego gotowanej. W południe zupę po jednej chochli i na kolację 30 dag chleba, bardzo niesmacznego, z kawałkiem czarnego salcesonu lub margaryny oraz kawę." 1945 rok nie oznaczał dla wrocławskich więźniów wolności, ale straszne marsze ewakuacyjne. Zimą, bez odpowiedniego ubrania, pieszo, a do tego jeszcze zmuszano ich do ciągnięcia wozów. Przy ewakuacji podobozu Breslau II rozstrzeliwano tych, którzy nie mogli iść dalej. Morał "Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa." - mówił Jan Paweł II. Nic dziwnego, że nazizm, który zawładnął umysłami i sercami Niemców, a który odrzucił Chrystusa, był zdolny do wytworzenia takiego systemu niszczenia zwykłych ludzi. Ale zdaje się, że dzisiaj Europa też nie potrzebuje Chrystusa, żeby zrozumieć człowieka. Czy zatem jesteśmy na prostej drodze do powtórki?