Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Aborcja a wolność kobiety

Czy zakaz aborcji niepełnosprawnych to zamach na wolność kobiet? Rozważmy to czystą logiką, bez argumentów religijnych.

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2020-10-29 21:39

Agata pochodziła z powiatowego miasteczka. Jacek też. Był dwa lata starszy, ale znali się z widzenia tak jak i większość dzieciaków w miejscowej szkole. Przyszedł czas dojrzewania i wtedy, w czasie spotkań ze wspólnymi znajomymi, coś między nimi zaiskrzyło. Pierwsze przytulenia, trzymanie się za ręce, potem rozmowy i wspólne marzenia o przyszłości. Nie chcieli długo czekać, wzięli młodo ślub. Dużo musieli się nauczyć, nabrać dojrzałości, popełniali błędy, chyba za często się kłócili, ale na szczęście nie przekraczali granic. Nie przekraczali, bo naprawdę bardzo się kochali. Bardzo i... często. I tak pojawiło się dziecko. Chociaż się go spodziewali, to pierwsze dziecko jest zawsze dla rodziców pewnym szokiem. Musieli sobie trochę w życiu pozmieniać, nie mieli też rewelacyjnej sytuacji finansowej. Ale jakoś to ogarnęli. Zuzia przyszła na świat i była ich wielką radością, ale okupioną dużym wysiłkiem i zmęczeniem. Minęło trochę czasu, Zuzia po świecie już biegała, choć mówić dopiero się uczyła i Agata znów zaszła w ciążę. Na badaniach nic złego nie wyszło. Na miesiąc przed spodziewanym porodem wydarzyła się tragedia. Jacek zginął w wypadku podczas służbowej podróży samochodem. Trudno opisać ten ból Agaty, utratę pierwszej i jedynej prawdziwej miłości, opuszczenie matki z małym dzieckiem, w ósmym miesiącu ciąży i bez odpowiedniej stabilizacji finansowej. Przyszedł dzień porodu. Wszystko szło dobrze, aż do czasu, gdy dziecko wychyliło główkę na świat. Przez twarz położnej i lekarza przeszedł grymas zaniepokojenia. Dziecko szybko wzięto na badania. Czy trwały one godziny czy dni - tego Agata nawet nie wiedziała. Diagnoza była kolejnym wyrokiem na nią: dziecko ma ciężką chorobę, będzie wymagało dużo opieki i rehabilitacji, a dożyje najwięcej trzydziestu lat. Szok. Jeszcze większe opuszczenie. Ból nie podwójny, ale nie do zniesienia. Co teraz? A gdyby tak dało się w szpitalu jakoś humanitarnie to rozwiązać... może jakiś zastrzyk, przecież to maleństwo i tak niewiele rozumie, a do tego będzie żyło z ciężką chorobą. Mówisz, że nie? Że to zabójstwo? A czy zaadoptujesz to dziecko? Będziesz na nie płacił? Będziesz z nim żył? Dlaczego Agata nie ma mieć prawa do decydowania o swoim życiu? Przecież to ją czekają problemy finansowe, pieluchy i długie lata rehabilitacji chorego dziecka. A ty po prostu mówisz "nie", bo tobie łatwo, twoim "nie" ustawiasz jej życie. A przecież wystarczy jakiś zastrzyk, może inny sposób, maleństwo trochę pewnie zapłacze, może trochę się porzuca, ale to niedługo, jeszcze dziś pewnie zaśnie. O co tu chodzi? Historia Agaty jest nieprawdziwa w tym sensie, że nie opisuje prawdziwych osób w prawdziwej sytuacji, ale o tyle prawdziwa, że podobne sytuacje i dylematy zdarzają się naprawdę. Czy Agata może to zrobić? Czy w ramach swojej wolności może zdecydować? Jest takie powiedzenie, że wolność mojej pięści kończy się tam, gdzie zaczyna się twój nos. I tu chyba panuje zgoda w społeczeństwie - wolność jednostki powinna być ograniczana, gdy narusza jakieś prawa innych osób. W cywilizowanym społeczeństwie musimy trzymać się pewnych zasad, żeby nie powtórzyło się piekło tak dobrze znane z historii - obozy koncentracyjne, getta czy krwawe rewolucje. To, że nie zabijamy niewinnych ludzi, nawet jeśli niesamowicie nam komplikują życie, to jeden z fundamentów, dzięki którym każdy z nas może być bezpieczny. Pewnych rzeczy po prostu nie można ruszać, bo będzie śmierdziało. I dlatego Agata nie może usunąć swojego dziecka. Społeczeństwo nie może pozwolić, żeby jakakolwiek niewinna osoba była zabijana, nawet jeśli jest to noworodek, który dla rodziców będzie wielkim kłopotem, bo to sprawi, że przekroczymy próg ciemnego, koszmarnego pomieszczenia, w którym już mało co będzie pewne i nikt nie będzie wiedział kiedy sam nie zostanie z jakiegoś powodu przeznaczony do odstrzału. Jednym z rozwiązań dla Agaty jest oddanie dziecka do adopcji. A co to ma do aborcji? Przypominam, że w tym tekście zastanawiamy się czy zakaz aborcji w przypadku podejrzenia płodu o niepełnosprawność jest zamachem na wolność kobiety. Z aborcją jest ten kłopot, że jakby się człowiek nie starał to jednak nie można powiedzieć, że chodzi tu wyłącznie o ciało kobiety. Płód nie jest częścią ciała kobiety, bo czymże wtedy byłby poród? Amputacją, po której część ciała kobiety chodzi sobie samodzielnie po świecie? Płód jest zupełnie nowym organizmem, ma własny mózg, serce, ma swoje DNA, swoją płeć i grupę krwi. To inny człowiek, chociaż na razie całkowicie zależny od matki. Nie można tu zatem mówić o decydowaniu o swoim ciele, bo są tutaj dwa różne ciała. Jeśli więc podejdziemy do sprawy logicznie no to aborcja nie powinna być dozwolona, bo jest to - jakby na to nie patrzeć - unicestwienie człowieka. Ktoś żyje i rozwija się, jest aborcja, no i tego kogoś już nie ma. A przecież zgodnie z tym co ustaliliśmy wcześniej nie chcemy prawa do zabijania niewinnych, bo to się źle skończy. Już zresztą wrzucanie do Internetu zdjęć konkretnych ludzi opisywanych jako "potworki", które mają ilustrować swoim wyglądem to, że nie powinny żyć pokazuje zbliżanie się do niebezpiecznej granicy. (Ważne zastrzeżenie: zupełnie inaczej należy oczywiście rozważać sytuacje ekstremalne typu ciąże pozamaciczne, groźne dla życia matki wady letalne płodu itp. My w tym tekście rozważamy sytuacje typu podejrzenie dziecka o Zespół Downa - jedną z głównych przyczyn aborcji w Polsce.) Nie sposób też mówić o odbieraniu wolności w kontekście "zmuszania do porodu". "Seks bez zobowiązań" brzmi może atrakcyjnie, ale jednak nie istnieje, bo - choćby nie wiem jak się zabezpieczać - ciąża zawsze może się trafić. A jak ciąża, to i poród. Zatem podejmując współżycie podejmuje się jednocześnie decyzję o ewentualnej ciąży i porodzie. Do seksu nikt nie zmusza (znów zastrzeżenie: nasze rozważania tutaj nie dotyczą problemu ciąży z gwałtów, to zupełnie inny temat). I dlatego kwestia aborcji nie jest kwestią wchodzenia komuś do łóżka, zaglądania w jego sprawy, łamania wolności. Byłoby tak, gdyby dotyczyła ona wyłącznie dorosłych osób, podejmujących decyzję w swojej sprawie. Ta dyskusja dotyczy fundamentów społeczeństwa i w efekcie bezpieczeństwa każdego z nas. Oczywiście, możemy się umówić, że złamiemy pewne prawa, że trochę je nagniemy, że od czasu do czasu można usunąć niewinną, ale niewygodną osobę, bo tak "będzie lepiej dla nas wszystkich i dla niej samej". Ale to rodzi poważne konsekwencje - najpierw dla wszystkich zaangażowanych w ten proceder, a z czasem może i dla całego społeczeństwa. Bo dzisiaj demokratycznie uchwalimy, że "potworki", "warzywa" i Downy są wyjęte spod prawa, a kto jutro? Znając historię to jakieś propozycje się niestety pojawią...