Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Polityczna kapitulacja katolickich tygodników

Ludzi Kościoła może zasmucać postawa największych katolickich tygodników przed wyborami prezydenckimi 2020 - "Niedzieli" i "Gościa Niedzielnego".

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2020-06-22 22:15

Tygodnik Katolicki "Niedziela" tydzień przed wyborami:
Okładka niedzieli nt. wyborów prezydenckich
Tyle okładka. Co w środku? Na samym początku dwie strony wywiadu o Andrzeju Dudzie z zastępcą szefa jego kancelarii. Pytania grzeczne i łatwe, broń Boże trudne. Następne strony to reportaż "Jeden dzień z kampanii". Tak, z kampanii, ale Andrzeja Dudy. Zaczyna się od słów "Jedziemy śladem Dudabusa...". Zanim zresztą czytelnik dojdzie do tych pochwalnych tekstów to otworzy jeszcze aktualności, a dwie z trzech pierwszych - zaraz po spisie treści - to pozytywna informacja o Dudzie i jego obietnicach oraz apel Jarosława Kaczyńskiego o mobilizację. Co o innych kandydatach? Znalazłem tylko jedną wzmiankę o Trzaskowskim i jedną o Hołowni. Negatywne, ale nie merytorycznie, tylko zwykłe zgryźliwości. "Gość Niedzielny" tydzień przed wyborami:
Przegląd kandydatów na prezydenta
Wybrano 6 kandydatów najlepiej wypadających w sondażach i o każdym napisano półstronnicową notkę, starając się zachować obiektywizm i omówić każdego kandydata pod kątem tych samych kryteriów. Do tego zestawienia nie ma się co przyczepić, zdecydowanie pozytywna robota. Przed wyborami parlamentarnymi było dużo gorzej. Natomiast to jest wszystko co "Gość" ma do zaproponowania przed wyborami prezydenckimi, we wcześniejszych numerach nie było żadnych istotnych artykułów na ten temat. Jaki jest zatem problem? Problemy są dwa. Pierwszy to zwyczajna stronniczość i agitacja za jednym kandydatem, brak pluralizmu. I ten problem ma "Niedziela". Drugi problem to brak poważnego zainteresowania tematem wyborów. To jest już problem zarówno "Niedzieli" jak i "Gościa". Co ważne, nie chodzi tylko o te wybory. Te problemy były obecne również przy wcześniejszych elekcjach. 1. Brak pluralizmu ("Niedziela") Na początku może jedno wyjaśnienie: wiadomo, że tygodnik katolicki będzie bardziej sprzyjał kandydatom odwołującym się do tych samych wartości i trudno mieć o to do niego pretensje. Chodzi jednak o to, że takich kandydatów jest kilku, ale my w "Niedzieli" możemy przeczytać właściwie tylko o jednym i to przedstawianym bardzo pozytywnie. Ponadto jeśli są wątpliwości do innych kandydatów to warto je przedstawić w sposób merytoryczny, wytłumaczyć czytelnikom. Czy trzeba uzasadniać dlaczego stronniczość jest problemem? To chyba oczywiste, ale może przytoczę cztery argumenty - wybrane z wielu. Po pierwsze należy zadać bolesne pytanie czy dziennikarze w ten sposób służbą prawdzie czy reelekcji. Jak się ma tak często deklarowane przywiązanie do prawdy i misja jej przekazywania do braku informacji o startujących kandydatach, ich programach itp., mimo, że temat jest poruszany, co więcej - ląduje na okładce? Po drugie jest to zwyczajnie głupie politycznie. "Sprzedając się" tanio jednemu kandydatowi sprawiamy, że nie musi on specjalnie starać się o nas i nie musi traktować poważnie naszych katolickich postulatów. I praktyka pokazuje, że tak się niestety dzieje. Trzeba być niewinnym jak baranek (punkt pierwszy o prawdzie...), ale też sprytnym jak wąż - pokazać, że jest alternatywna, umieć wywrzeć presję, katalizować konkurencję kandydatów o nasz elektorat itp. Po trzecie jest to działanie na swoją niekorzyść. Jednostronne teksty są raczej nudne, a brak rzetelnych - a często w ogóle jakichkolwiek - informacji o wyborach skłania do sięgania do innych źródeł. Po czwarte jest to problem moralny i warto tu zrobić rachunek sumienia, bo wciąż się w Kościele trąbi, że "nie popieramy żadnych kandydatów, ale pokazujemy kryteria". Bez komentarza. 2. Brak poważnego traktowania wyborów ("Niedziela", "Gość Niedzielny") Pochwalne artykuły o Andrzeju Dudzie w "Niedzieli" i po pół strony obiektywnego opisu dla sześciu kandydatów w "Gościu Niedzielnym" to bardzo mało jak na takie wysokonakładowe tygodniki. Ktoś powie, że to tygodniki katolickie, mają inne tematy, np. Boże Ciało czy Zesłanie Ducha Świętego. Nieprawda, bo co tydzień oba tygodniki poświęcają liczne strony na tematy polityczne i społeczne. Czego zatem brakuje? Wejścia w rolę opiniotwórczego, obiektywnego tygodnika po prawej stronie sceny politycznej. Tygodnika, który organizuje debatę, bierze liderów na wywiady, zadaje im trudne pytania, podejmuje postulaty nie tylko odnośnie aborcji, ale też np. społeczne, gospodarcze, polityki międzynarodowej, stara się analizować nie tylko obietnice, ale i czyny, a w końcu narzuca tematy, o których się dyskutuje w przestrzeni publicznej. Przykład: przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi chciałem z synami obejrzeć jakąś debatę. Niestety media katolickie nie miały nic do zaproponowania. Włączyliśmy, więc Polsat i tam była np. debata o rodzinie. Jakie były trzy pierwsze z bodaj pięciu pytań na temat rodziny? Pierwsze o tzw. małżeństwa homoseksualne, drugie o adopcje przez nie dzieci, trzecie o in-vitro. Uff! Debata o rodzinie! Szkoda, że np. mająca swoje studio TV "Niedziela" nie zrobiła takiej debaty i nie zadała pytań np. o kryzys demograficzny, plagę pornografii wśród młodzieży i prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przez bierność katolickich mediów interesujące nas tematy w bardzo niewielkim stopniu istnieją w kampaniach wyborczych, politycy przygotowują się i czują presję głównie ze strony zagadnień narzucanych przez lewicę. Kandydat wiążąc krawat zastanawia się nad LGBT, bo o to go zapytają, a o postulatach katolickich nawet nie będzie musiał myśleć. Katolickie media kapitulują albo przez swą stronniczość albo zdawkowe traktowanie tematu wyborów. Dodatkowo same na tym tracą, bo statystyki oglądalności debat wyglądają naprawdę dobrze. Boli mnie serce Piszę to z wielkim bólem. "Niedziela" odkąd pamiętam zawsze była w moim domu rodzinnym, a teraz gdy sam jestem ojcem dalej jest pod moim dachem i zaczynają ją przeglądać moi synowie. Będzie to już więcej jak 25 lat odkąd mam z "Niedzielą" regularny kontakt! "Gość Niedzielny" od czasów ks. Gancarczyka stał się także gościem w moim domu i ta obecność trwa już kilkanaście lat (warto zresztą zaznaczyć, że wtedy traktowanie tematów politycznych wyglądało nieco lepiej). Życzę im z całego serca dobrze i proszę by nie traktować mojego tekstu jak atak, ale by przyjąć go jako przyjacielską radę, nad którą warto się zastanowić.