Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Podstawy Eucharystii, czyli "Czy jesteśmy ludożercami?"

To odrobinę szokujące pytanie w kontekście Eucharystii usłyszał jakiś czas temu znajomy ksiądz podczas kolędy. Było zgryźliwe, ale logicznie rzecz biorąc wierzymy przecież, że opłatek zmienia się w prawdziwe Ciało Chrystusa... jak to zatem jest?

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2020-04-09 20:27

Tutaj nauka Kościoła sięga do dorobku filozofii. Każdy byt możemy podzielić na dwie części. Pierwsza z nich to substancja, czyli coś co stanowi jego istotę. Jeśli zmieni się substancja to dana rzecz lub osoba przestanie być tym czym jest. Druga część to przypadłości, czyli jakieś cechy, które jednak mogą się zmieniać, a rzecz lub osoba będzie nadal tym samym. Dla przykładu weźmy człowieka. Substancja to nasze człowieczeństwo, które jest niezależne od przypadłości takich jak np. wzrost, kolor włosów czy nawet dwie nogi. Wszak jeśli te nogi w wypadku stracimy, to wciąż będziemy przecież człowiekiem. Innym przykładem może być rower. Można stwierdzić, że rower generalnie musi być napędzany siłą mięśni poprzez pedały - to jest jego istota, czyli substancja. Jeśli zamiast takiego napędu umieścimy w nim silnik spalinowy to otrzymamy raczej coś w rodzaju skutera, nawet jeśli nie zmienią się przypadłości, czyli np. liczba kół czy siodełko. Jak to się ma do Eucharystii? Otóż w czasie przeistoczenia opłatek (chleb) zmienia się w prawdziwe Ciało Chrystusa. Zmiana ta dotyczy jednak substancji, czyli istoty, natomiast przypadłości (np. smak, kolor) pozostają te same. Nie mamy tu zatem do czynienia z jakimś symbolem czy znakiem, nie spożywamy także - brutalnie pisząc - ludzkiego mięsa, ale jest to prawdziwa Obecność Boga, która jednak ma fizyczne cechy opłatka. Msza - pamiątka czy teatr? A czym jest sama Msza Święta? Czy jest to coś w rodzaju teatru, odgrywania scenki z Ostatniej Wieczerzy, aby wczuć się w atmosferę tamtych wydarzeń? Nie, chociaż słowa "To czyńcie na Moją pamiątkę" sugerowałyby takie podejście. Aby dokładnie to zrozumieć trzeba sięgnąć do żydowskiej mentalności czasów Jezusa. Świętowanie jakiegoś wydarzenia - np. paschy, czyli wyjścia z Egiptu - było nie tylko wspominaniem go, ale jakby przywoływaniem z przeszłości do chwili obecnej, włączeniem się w nie i przeżywaniem go. Określa to ichniejsze słowo "zikaron", które często tłumaczy się jako "uobecnienie", co lepiej oddaje jego sens niż "pamiątka". Msza nie jest więc teatrem, nie jest również powtarzaniem jeszcze raz Ostatniej Wieczerzy i śmierci Chrystusa na krzyżu. To wszystko dokonało się tylko raz, a my uczestnicząc we mszy włączamy się w te wydarzenia.