Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Skrócona Niedziela Palmowa

Szkoda, że przez skrócony sposób odprawiania liturgii Niedzieli Palmowej zabiera się moim dzieciom jedno z najważniejszych przeżyć religijnych, którego doświadczałem w dzieciństwie.

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2020-04-05 12:57

Nie piszę tego, żeby krytykować duszpasterzy. Bardziej, żeby pokazać jakie są oczekiwania wiernych, nawet takich z mniejszymi dziećmi, że niekoniecznie oczekujemy maksymalnego skracania liturgii. Wprowadzenie W Niedzielę Palmową w kościołach zamiast kazania czytana jest Męka Pańska z podziałem na role. Są jej dwie wersje: krótsza oraz dłuższa. Dłuższa zaczyna się w wieczerniku, towarzyszymy Jezusowi w Ogrójcu, boli nas serce, gdy uczniowie zasypiają, widzimy zdradę Judasza, cios mieczem Piotra, potem z nadzieją czekamy aż jednak ktoś wstawi się za Jezusem, gdy sądzą go Żydzi, Piłat i Herod. Droga krzyżowa, śmierć, złożenie do grobu... Krótsza wersja to od razu Piłat i zanim się dobrze wsłuchamy, to już kończymy. Jest też podział na role, który prawidłowo wymaga czterech osób: ewangelisty (narratora), Jezusa, osób indywidualnych oraz tłumu. Tak przeczytana Ewangelia jest dużo łatwiejsza w odbiorze i pomaga słuchaczowi łatwiej przenieść się w miejsce i czas Męki Pańskiej. Jak było? U mnie w parafii zawsze czytało się dłuższą wersję Ewangelii. Był prawidłowy podział na role (ksiądz czytający Jezusa + 3 lektorów), a czasem nawet rolę tłumu czytało dwóch lektorów, co okrzykom typu "Ukrzyżuj!" dodawało dużo realizmu. Jak jest? Będąc lektorem obserwowałem to w mojej parafii z bliska. Czytało się dłuższą wersję i inaczej nawet nikt nie myślał. Gdzieś tak po roku 2000 coraz częściej kolejni księża-opiekunowie lektorów, chcieli czytać wersję krótszą, ale dawało się ich przekonać ("Zawsze u nas była dłuższa!", "Ksiądz proboszcz się nie zgodzi!"). Aż w końcu przyszedł jeden wikary, którego nie dało się przekonać. Zarządził wersję skróconą i tak już zostało. To było około 15 lat temu. To nie jedyny kłopot. Ze względu na braki w służbie liturgicznej scaleniu ulegają role osób indywidualnych i tłumu, czyli zamiast 4 osób czytających mamy tylko 3. To wyraźnie obniża koloryt i nastrój czytanej Męki. W Niedzielę Palmową 2020 ze względu na zakaz pójścia do kościoła uczestniczyliśmy we Mszy św. przez Internet. Jasna Góra, arcybiskup częstochowski, godzina 11:00. Miałem nadzieję... i co? Krótsza wersja, 3 osoby czytające zamiast 4. W takim miejscu? Z arcybiskupem? Rozczarowanie... Dlaczego to jest kłopot? Pamiętam, że już jako małe dziecko z wypiekami na policzkach słuchałem Męki Pańskiej. Wiadomo, że w Kościele się nudziło, ale nie w czasie tej Ewangelii i potwierdzają to też osoby, które wcale blisko Kościoła nie były - to było ciekawe! Jest mi bardzo smutno, że te emocje, przeżycia religijne nie mogą być udziałem moich dzieci. Że nie usłyszą zaparcia się Piotra przy ognisku, grozy Ogrójca, sądu nad Jezusem, odsyłania od Annasza do Kajfasza. Szkoda, że sposób w jaki odprawiamy Niedzielę Palmową zabiera im możliwość wysłuchania tej Ewangelii w kościele. Ktoś powie, że mogę moim dzieciom przeczytać Ewangelię w domu. Pewnie, że mogę, ale po pierwsze to nie to samo co liturgia, podział na role, świątynia. Po drugie ja przeczytam, ale ilu rodziców to zrobi? Po trzecie gdzie dzieci mają słuchać Ewangelii o Męce Chrystusa jak nie w Kościele, na początku Wielkiego Tygodnia?! Proszę duszpasterzy o refleksję. Uzupełnienie Już po publikacji tego tekstu doszły do mnie głosy o wielu miejscach, w których czyta się pełny tekst Męki Pańskiej, np. w parafii w Brzeziej Łące k. Wrocławia, u ojców dominikanów w Łodzi, we Wrocławiu. Pięknie! Nie twierdzę, że takich miejsc nie ma, chcę jedynie pokazać z jaką tendencją w ostatnich latach się spotykam i w moim otoczeniu ta tendencja zaczęła przeważać.