Piotr Surowiecki - prosto o rzeczach ważnych Piotr Surowiecki

Świąteczna masakra

Kolędy, żłóbek, dzieciątko... cieplutko, milutko, Matuchna tuli... jeszcze się dobrze nie zaczęło, a tu już pierwszego zatłukli kamieniami na śmierć, a za kilka dni wymordują wszystkie dzieci. Jakiś liturgista chyba nie pomyślał z kolejnością tych świąt?

autor: Piotr Surowiecki | opublikowany: 2019-12-26 00:02

W drugi dzień świąt (26 grudnia) obchodzimy wspomnienie św. Szczepana, pierwszego męczennika. Uwierzył w Chrystusa, nauczał o nim innych i to była jego "wina". Wywlekli go z miasta i ukamienowali. Z kolei 28 grudnia obchodzimy wspomnienie dzieci, które na rozkaz Heroda zostały zabite, bo ten bał się Chrystusa. Nie wiedział, który dokładnie chłopiec miał być tym nowym królem żydowskim, więc kazał zamordować wszystkich poniżej 2 lat w Betlejem i okolicach. Jest trochę szokujące, że wśród tych lililajów i lulajże-perełek Kościół tak mocno atakuje nas krwią. To niesamowity kontrast, gdy na drugi dzień świąt, kiedy jeszcze wszystkich uszek nie zjedliśmy (o kutii nie wspominając) i nie wyrzuciliśmy opakowań po prezentach, mamy rozważać losy człowieka katowanego przez tłum na śmierć albo łzy matek, którym z rąk wyrwano dzieci i zabito na ich oczach. Wiele jest tu materiału do refleksji, my pozwólmy sobie na dwa wnioski. Wniosek nr 1 Pierwszy dotyczy naszego podejścia do świąt Bożego Narodzenia. Niebywale rozbudowana otoczka tych świąt, rozmaite tradycje i zwyczaje są niewątpliwie piękne i potrzebne, jednak przez nie łatwo można stracić z oczu powagę tych świąt, łatwo sprowadzić je do miłej tradycji i do - za przeproszeniem - babskich czułości o dzieciąteczku w żłóbeczku. Tymczasem to poważna sprawa - na śmierć i życie! Bo jeśli w świętach chodzi o to by przyjąć Jezusa do naszego życia - jak to rokrocznie pierwszy proboszcz mojej parafii cytował Mickiewicza: "Wierzysz, że Bóg zrodził się w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeżeli nie zrodzi się w tobie" - no to jest to decyzja, która ustawia życie na nowy sposób, a może i skończy się testem naszego męstwa, gdy staniemy naprzeciw rozjuszonego tłumu z kamieniami w rękach. Wielu z nas tę decyzję ma już pewnie za sobą, ale wciąż musimy weryfikować czy jesteśmy jej wierni i czy nie stajemy się kimś praktykującym, ale niewierzącym. Wniosek nr 2 Patrząc na przykład św. Szczepana czy Młodzianków Męczenników nasuwa się nieodparcie refleksja, że jak ktoś chce walczyć z Bogiem, to wtedy zawsze sprowadza się to do walki z człowiekiem. Walka z Bogiem kończy się krzywdzeniem niewinnych ludzi. Dobitnie pokazuje to historia, np. będąca dziś w Unii Europejskiej punktem odniesienia w sprawie laickości rewolucja francuska zasłynęła m.in. rzezią Wandei, którą uznaje się za pierwsze nowoczesne ludobójstwo. Walka z Bogiem i Kościołem skończyła się brutalną pacyfikacją kilkuset tysięcy Francuzów w departamencie Wandea, którym nie podobały się nowe, świeckie porządki. Dzisiaj widzimy w Polsce, a szczególnie w Europie Zachodniej, coraz bardziej agresywne postawy antychrześcijańskie. Na razie jest oczywiście stosunkowo spokojnie, chociaż np. uchwalona w Belgii kilka lat temu eutanazja dla dzieci mrozi krew w żyłach. Czy to wszystko wynika ze złej woli ludzi, którzy nie wierzą w Boga? Pewnie nie zawsze, często może nawet myślą, że robią dobrze, no ale jak się wyrzuci Boga, to przyjdzie szatan, a on prędzej czy później zażąda ofiar.